dark-one-girl blog

Twój nowy blog

Wyłażę z psem w tą obesraną pogodę o takiej godzinie. Śnieg niby padał a wygląda jakby ktoś u góry wpieprzył za dużo xenny- zzielonombrzydkompaniomwreklamie -na zaparcia.
Opaska na czole, cholerny Rambo, rURZOowy polar zapięty pod brodę (a może sobie zapuszczę?)
Spodnie do połowy łydki, kozaki blisko pod dupę
na penisowo tłustych łydkach ciężko się było dopiąć z dżinsami. Czuję, jak te niemożliwie niemożliwe skarpetki z cze gewarą zjeżdżają do połowy pięty, nienawidzę tego NIENAWIDZĘ, pies musi się wysrać pod każdy kSzak
Patrzę na latarnię, soczewka zjechała mi z tęczówki
a może to astygmatyzm
poświata
święta latarnia

lol

-odjebało ci? : o
-no

Ouje bejbe, pytanie za złote kalesony: ile Ola może wytrzymać bez komputera?
a) dzień
b) 2 dni
c) ani doby
Wybrałeś odpowiedź c? Bingo! Dostajesz bonus! A teraz pytanie za toster: ile Ola musiała wytrzymać bez komputera?
a) 2 dni
b) 3 dni
c) 17 dni
Znów odpowiedź c! Idź na całość! Idź na całość! Idź na całość!
Co mi jest? Hymhym [hollywoodzki pomruk krzycha i zbycha], po szczęśliwym (chwilowym) okresie posiadania dwóch komputerów w jednym pokoju, mój HP Wireless Assistant nalał na mnie ciepłym moczem i się rozkraczył. A czułam się niczym w matriksie mając okablowaną całą podłogę. Matrix minął kiedy leząc po ciemaku wyrżnęłam się o jeden z wymienionych i na głowę zwaliły mi się wszystkie głośniki o jakże wdzięcznej nazwie CreAtive.
Minął pierwszy miesiąc szkoły. Po trydziestodniowym doświadczeniu jeżdżenia opciongiem jestem prawdziwym ekspertem. Planuję spłodzić dziełko „Jak nie zasnąć w SKM”, bo jest to nie lada wyzwaniem. Kiedy wsiadam na moim szpetnym przystanku w szpetny metalowy wehikuł, momentalnie zapadam w letarg.Staram się zawiesić na czymś oko-niestety, o godzinie 6:57 kolejką jeżdżą opcjonalnie okutane oczojebnymi chustami panie domu lub też poważni biznesmeni z teczkami ze sztucznej skóry. W kanarówie siedzą lumpy. A ja z nimi. Bo nie ma miejsc siedzących. Do szkoły docieram jako strzępek nerwów.
Taa, szkoła. Ktoś kiedyś zapowiadał mi, ze w liceum dostaniemy ostro w dupę i trzeba się będzie zabrać za naukę. Powiem wam tak: ZOMG !!111oneone święty lol. Prawda jest taka: opierdalam się łyżeczką bardziej niż w gimnazjum. Klasa, wbrew moim obawom, jest totalnie wpyteczna. Skończyło się na 8 potencjalnych dawcach plemników i 24 dziewojach. I co najlepsze-tylko cztery są z chińskiego plastiku! Słyną jako tzw. masa perłowa czy też seksidomówki. Już rozszyfrowuję: masa perłowa-przez bite 45 minut nawijały o bransoletce z owego tworzywa. Seks i domówki-w drodze na Litwę wymieniły te dwie czynności jako ulubione. Trzeciej klasie, która z nami jechała, na w/w tekst omal nie puściły zwieracze ze śmiechu.
Jako grupa społeczna jesteśmy zajebibi-już w drugim tygodniu zostaliśmy zawieszeni, ponieważ z jednego spotkania integracyjnego na plaży, nasza szanowna pani gospodarz wróciła w stanie bardzo wskazującym. Rodziciele zawieźli ją na policję, no i afera gotowa. Swoją drogą pobiliśmy rekord-byliśmy pierwszą klasą w historii szkoły która w połowie września przechlapała sobie aż do matury. Najlepsze były plotki. Jedna z najbardziej powszechnych brzmi następująco: schaliśmy się w 3 dupy i zaczęliśmy gwałcić staruszki i publicznie kopulować, ktoś zadzwonił na policję, oddział specjalny ściągał nas z Kamiennej Góry helikopterem, na komendzie po dmuchaniu wszyscy mieli po półtora promila.
Hell yeah!
Ponadto, wbrew obiegowej opinii, szatan jest kobietą. I uczy mnie chemii. Planuję humanitarnie zrzucić go z jakże licznych w naszej szkole schodów a następnie zastosować sztuczne oddychanie metodą usta-stopa. Ale cii, to tajemnica.
Pomimo zawieszenia nadal tłumnie chodziliśmy i chodzimy na integracje, czasem do emsi donalda, czasem na plażę. Plażę lub rzeczkę, które zawsze mijały pod znakiem litery P, P, i nade wszystko T, a ostatnio nawet pod literką H i W. Jak to powiedział Miedzianowłosy Szymon- wkraczamy do Krainy Elfów, z której nikt nie wyjdzie żywy.
Do Donalda zazwyczaj chodzimy, żeby obrzydzić wszystkim żarcie. Popijając szejka zawsze staram się nie myśleć ile potencjalnych dzieci się w nim znajduje.
Ale nie mogę.
Wycieczka na Litwę z klasą trzecią c. Trzy dziewiątki. Ekipa anty P wpadająca z obłąkanym wzrokiem po ręczniki z najnowszymi doniesieniami.
Bobek, przynoszący starogardzką.

CZY UŻYŁAŚ DOMESTOSA DZIŚ WIECZOREM?

-Hej Ola, jak tam wakacje?
-Przemijają, kurwa.
Ano tak. Ledwo przebrzmiał echem wzruszający (acha) koniec roku, a tu już, kutwa, 27 sierpnia.
Czy były udane? Hm. Pierwszy miesiąc spędziłam przed komputerem z krótkimi przerwami na opieprzanie brata i wszystkiego co się rusza, oraz pieciodniowym wyjazdem do babci, który zrył mi psyche. Jeszcze się trzęsę na wspomnienie gorączych dwunastek na poczcie, a przede wszystkim szefowej- dwanaście lat, piękny wiek, dziewoja po solarium, kolczyk w nosie, blond farbowany na czarny+odrosty, brokatowy pasek (hit sezonu!), obcisłe jasne dżinsy, do dziewczyn rzuca spojrzenie mówiące: JESTEM LEPSZA niczym z komiksu endo i belle, do facetów: JESTEM TWOJA, nic dziwnego że pedofilia się szerzy, nastoletnie zdzirki, małe cichodajki żujące gumę, do tego wszystkiego mali ziomale z napisem CHWDP na bluzie i ‚spierdalaj’ w oczach nienawiść; uff, rozpędziłam się. Babcia też najlepiej nie przeżyła mojej wizyty, miałam pójść do ogródka po koperek. Tylko skąd ja mam, do jasnej niewinnej, wiedzieć jak wygląda kwitnący koperek? Zerwałam jakieś podejrzanie pachnące zielsko i zaniosłam. Cóż, poczciwej babuni pękło parę naczynek krwionośnych na widok swych holenderskich sadzonek dzierżonych w dłoni przez retarded wnusię. Zaprawdę powiadam wam, pewnie długo tam nie zawitam. Są jeszcze sąsiadki (-dzień dobry -kto tam -sąsiadki -nie ma siatek. muahahah), które za każdym razem rzucają te same hasła: ola, mój boże, jak ty wyrosłaś, jaka ty już dorosła, masz chłopaka? -neeee, ja o szkole myślę (lmao) -no widzisz, a kształty to już masz dorosłej kobiety, tu biust, tu bioderka…
OGŁOSZENIE PARAFIALNE
Przysięgam, jeżeli jeszcze raz usłyszę coś na temat swoich kształtów, to odgryzę sobie lewą pierś. Wystarczy że z moim wiernym zią-em promujemy akcję Piękne kształty-kobiece kształty. z obowiązkowym przybiciem piąteczki.
Potem był rejs po Mazurach. Jeżeli myślicie, że widzieliście już wszystko, to się mylicie. Jeden z dialogów poobozowych: -ola? -hm? -ja w życiu tyle nie p -mhm, ja też nie.
w skrócie: port+kasa+zakupy+gawith apricot+dobra podpórka w postaci kolegi sponsora=wieczór na zawsze. O szczegółach, żeby nie gorszyć internautów, mogę pogadać ‚na żywca’ (ew. przy żywcu). Moje 16 urodziny (eeech, już nie jestem gorącą piętnastką tylko napaloną szesnastką. Jaaaa nie chcęęę, mam daleko posunięty kompleks piotrusia pana, nie chcę dorastać) miały miejsce w Giżycku i było… (na żywca).
Obóz był wybitnie żeński (sic.). Za to w przypadku pci brzydkiej postawiono w większości na jakość (hell yeah). Tak więc miałyśmy hrabiego senatora dozę Wolnego Miasta Pietropawłosk Kamczajski Wsiewoloda Jebediaha Wiaczesławowicza Kotienkoczkina (Pana Półwyspa-czyli po prostu Kamczatkę) opętanego miłością do biernika i nienawiścią do dopełniacza, Krakowskiego Jasia Masażystę-Sowę O Gumowych Kościach, Kochanego Pana Bułkarza Sponsora (wraz z całym szeregiem zasług…), Małego Harcerza Hobbita Igora Z Głosem Malajkata, Megaciotę Przemusia, naszego załoganta Filipa-Dzielnego Towarzysza Snu Na Jednym Łóżku & Posiadacza Świetnych Perfum (i fana Kultu), Młodszego Brata Maciusia -Namiętnego Piromana, i Naszego 26-letniego kapitana Bartka z rzekomo podwyższonym poziomem testosteronu, z którego to wyśmiewanie prawdziwie nas połączyło. Przekrój osobowości osób ze stolicy był naprawdę imponujący-od pojebów do takich, że można się było zakochać ^___^ Podczas dwudniowego pobytu na Kuli (‚sztorm’) spłodziliśmy dwuodcinkowe dziełko p.t. „Gotuj z Olą-Ola, po prostu gotuj” (moja słynna jajówa na pomidorach, awww), które to udostępnię na płytach wszystkim chętnym. Koniec obozu był przykry.

*chwila na otarcie łezki wzruszenia.*

Później był jeszcze Augustów i spływ kajakowy Biebrzą.
Prawo-lewo-zaliczamy brzeg.
Prawo-lewo-lewo-prawo-brzeg.
Prawo-lewo-zaliczamy krzaki.
Prawo-prawo-prawo-aaaaaaamagdaaa, kajak się przechyla!!!
Prawo-lewo-”radością są dla ucha morskie opowieści! heeej, haa, kolejkę nalej… o kurwa, skręcaj, skręcaj!!!-brzeg.
Wieczorne spacery po Augustowie zaowocowały ciekawą obserwacją zjawiska pt.: Atak ziomów, czy też Wieczór żywych ziomów. To był dobry czas dla naukowców.
Obozowa Warszawka visiting 3city=największy przekręt roku, na żywca również. Ajem weri sori.
I teraz jakiś dobry koniec by się przydał, hmmm…

Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej.

Wybaczcie mi, to powakacyjne zjebanie spowodowane tęsknotą za różnymi ‚rzeczami’. Stanowczo, ten wpis nie przejdzie do historii.

Etam, kto by chciał.

Ja?…

Gdybym za każdym razem, kiedy ktoś stawia mi takie pytanie, dostawała złotówkę, Paris Hilton i jej chłopak Paris mogliby mi skoczyć na pędzel.
Oczywiście, występuje ono w różnych formach. Czy nie powinnam schudnąć/czy nie sądzisz, że przytyłam? Czy też: mój Boże, moje uda są jak sekwoje/moje łydki przypominają balerony/mam brzuch jak dziecko afrykańskie/mój tyłek jest wielkości Brazylii! Ciekawe zjawisko, ta obsesja na punkcie wagi. Nasila się zwłaszcza latem. Bywa słuszna, jednak nadzwyczaj często wygląda to tak: „wiem, że jestem szczupła i piękna, ale nie zaszkodzi, jak mi o tym przypomnisz. JAKA JA JESTEM GRUBA I BRZYDKA!”-i tu powinno nastąpić gorące zaprzeczenie podparte licznymi przykładami z życia wziętymi („chłopcy zawsze patrzą tylko na ciebie, naprawdę!”). Osoby takie kierują się palącą potrzebą czyjegokolwiek zainteresowania.
Równie ciekawą sytuacją jest rzekome podwyższanie samooceny nieatrakcyjnych koleżanek:’ „wiem że jestem szczupła i zgrabna, ale udaję zakompleksioną i wmawiam tobie, grubej, że to ja jestem ohydna, wieeem, że mi zazdrościsz, ale robię żeby w jakiś perwersyjny sposób poczuć się lepiej, bo ty czujesz się lepiej, ale tak naprawdę wiem, że ty wiesz, że mówię to tylko dla twojego komfortu i tylko ja czuję sie dobrze, aj waj”.
Jest to mało zajebongo.
Powinnam pisać jakąś psychodeliczną, megazabawną notkę, ale kurwa, nie mogę. Spędziwszy kilka lat między takimi właśnie osobami,opracowałam hiperszprytniacki plan. Kiedy dzioucha mająca niedowagę na oko 10-12 kg przeciąga się (wypinając wszystkie żebra i niewidzialny brzuch) i mówi „jeeezu, ale jestem gruba”, nie należy zaprzeczać. Najlepsze, co można w tej sytuacji zrobić to smutno pokiwać głową. Nie wpędzi jej to w anoreksję;raczej zacznie zastanawiać się, czy przypadkiem jej nie przejrzeliśmy.

Kącik humoru inteligentnego

Parę dni temu szukałam spódnicy. Nigdzie żadnych nie było. W akcie desperacji weszłam do Orsaya. Przekroczenie przeze mnie progu tego różowego raju kiczu i jasnodżinsowego obłędu spotkało się z niezbyt przyjemnych spojrzeniem ekspedientki. Udałam, że go nie widzę, złapałam pierwszą rzecz z brzegu (jasnodżinsowa mini, o zgrozo) w rozmiarze L i udałam się do przymierzalni. [Która, nawiasem mówiąc, ma oszałamiającą powierzchnię-1x1 m]. Rzeczony ciuch oczywiście, był za mały, i zaciął się w nim zamek. Szamocząc się niezwykle dyskretnie, aby broń Boże, nie zafalować zbyt widocznie wściekle różową firmową zasłonką, usłyszałam dramatyczny krzyk z kabiny obok
-Proszę pani!! Czemu ta XS-ka jest taka duża! Spada mi z bioder!
*Jakich bioder*- wymamrotałam, i wpadłam nagle na genialny pomysł żeby przeciągnąć spódnicę górą. Jak to zwykle bywa z moimi genialnymi pomysłami, nie było o tym mowy (przyczyny niezależne). Kiedy w końcu, czerwona, zdyszana i spocona, zdjęłam urocze wdzianko, moim przekrwionym oczom ukazał się jebitny (różowy, a jakże) napis:
OBIEKT MONITOROWANY.
*Ale muszą mieć, kurwa, ubaw.*
I zaczęłam ryczeć ze śmiechu.

Ding-dong, nie ma bonusa.
Dostałam się do wymarzonego liceum (kyaaa), i mam w klasie 26 dziewczyn. Biorąc pod uwagę moje zdolności dogadywania się z własną płcią, jestem gorzej udupiona niż gejfan Lechii Gdańsk w szaliku swojego klubu na moim osiedlu po dobranocce. Siedząc z jedynym w swoim rodzaju ziomem, który ponoć jest kobietą, w hawajskim pubie na plaży i patrząc na półgołe lachony ze stringami pod pachami gnące się w tańcu przed sponsorami (*joł*) odkryłam, jaka przepaść się między nami rozciąga. Nie udało mi się ustalić, czy ta przepaść jest na moją korzyść, bo po trzech godzinach słuchania ubogiego techna i wykonywania głową ruchu robaczkowego mój rzekomo giętki umysł ograniczył się wyłącznie do trzymania równowagi przy wychodzeniu.
Mam szczerą i głęboką nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała przebywać w towarzystwie niewiast, które potrafią rozmawiać 24/7 o swoich przewodach pokarmowych i metodach na rzyganie.
Podsumowując
-posłużę się tu moją własną parafrazą dwóch *och, ach* uroczych powiedzeń, jedno z nich jest autorstwa Aloszy Awdiejewa, a autora drugiego mam szczerze mówiąc gdzieś-

Chudnijcie dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny.
Ale pamiętajcie, że chuda krowa to jeszcze nie sarenka.

Amen.

Parę czysto technicznych uwag po powrocie z koncertu Green Daya w Katowicach:
*nabywając bilet warto sprawdzić, czy pociąg odjeżdża o 4:55 a nie przypadkiem o 4:11
*dobrze jest również zwrócić uwagę na to, czy kasjerka nie sprzedała ci biletu na klasę drugą, a miejscówek na pierwszą
*niegłupim pomysłem jest upewnienie się, czy hotel w którym masz rezerwację istnieje
*wchodząc do innego hotelu proponuję popatrzeć, czy na pewno weszło się do hotelu, a nie do centrum handlowego obok
*…i nie miotać się w poszukiwaniu recepcji, której przecież tam nie ma
*naprawdę źle widziane przez obsługę hotelu jest urządzanie wyścigów wind
*jeżeli masz bilet na miejsce w Spodku, to nie przeskakuj barierki, aby wejść na płytę
*nie udawaj upośledzonej umysłowo wiewórki, kiedy ochroniarz pyta cię, co robisz na jedną nogą na barierce
*NIGDY nie jedź w trampkach na koncert
*kiedy proszą o ciszę, nie jest wskazane krzyczenie : „kocham cię, Billy”
*jeżeli już nie odróżniasz, czy to inni się drą, czy to ty, lepiej przestań
*…bo następnego dnia możesz posługiwać się wyłącznie językiem migowym
*właśnie;nie próbuj zakrzyczeć czterech tysięcy fanów
*kiedy wokalista wkłada rękę w tłum, wielce niehumanitarne jest kopanie wyższego chłopaka, który stoi obok ciebie prosto w jądra, żeby nie sięgnął
*(ale działa)
*jeżeli Billy dotknie twojej ręki, nie popadaj w zbyt dużą ekstazę
*i naprawdę nie musisz mówić wszystkim, że więcej tej reki nie umyjesz
*kiedy wystrzeliwują konfetti made by Green Day, nie czołgaj się i nie wpychaj go wszystkich kieszeni jakie masz
*zwłaszcza, jeżeli masz jedną
*po koncercie nie jest wskazane tańczenie na ulicy
*kiedy już uda ci się odnaleźć wszystkie kumpele, nie zaczynaj tematu Billa
*nie kładź kapci koło lodówki, bo ci samochód ukradną.

Sialala.

Dlaczego? Bo podczas burzy wystawiam głowę za okno i moknę, przy czym mam na twarzy banana smile, a w oczach szaleństwo Jacka Nicholsona w „The Shining” i tęsknotę za rozumem. Scena z burzy, piętnaście minut przed wystawieniem łba na deszcz:
Ola: Ale leje, nie?
Olga: No ba.
Halucynka: Wpizdu.
Tata: Fakt. Zamknęłaś okno na górze, prawda?
Ola: Oczywiście, tatusiu. (po czym ruchem posuwisto-zamaszystym znika w czeluściach domu, by poza zasięgiem wzroku rodziciela osiągnąć predkosc jednego macha)
Olga: No ba. (wychodzi)
Halucynka: O kurwa! (pędnazłamaniekarku)
Rozszczepienie moich osobowości i ogólne zgłupienie być może jest spowodowane coporannym rozpoczynaniem dnia od uderzenia głową o sufit przy podnoszeniu się z łóżka (to podobno bardzo niebezpieczne, czytałam w jakiejś mądrej książce.bodajże w „kipiącym mózgu”) i picia z uporem maniaka mrożonej kawy zalanej wrzątkiem i zabielonej zabielaczem uwagakryptoreklama Cremona. Poza tym, upuszczam łezkę przy wiekowych -jak to mawia mniejsza połowa mózgu-
słodko-pierdzących piosenkach. I chce mi się stepować w trampkach do piosenki „Banana Phone”.
Brakuje jeszcze tylko dwugłowych lesbijek z Hongkongu i Myszki Miki po extasy.

.

26 komentarzy

-Ola, boisz się egzaminu?
-Spierdalaj.

poezja, nie?

WC.ale

9 komentarzy

Żałoba to ciężki okres. Zwłaszcza z uwagi na to, że nie powinno nic nas śmieszyć. I było nieźle przez parę dni.
ale
Wcale nie powinnam była dostać skurczu trzewi na słowa trzech zezowatych harcerek „kupi pani kwiatka?” Kwiatek wyglądał jakby wypadł słoniowi spod ogona a potem wleciał spowrotem i wyszedł trąbą. Conajmniej.
Wcale nie powinnam była śmiać się, kiedy jedna z największyć prózni w Świecie Pustki napisała o sobie, że pustych ludzi nie lubi.
Wcale nie powinnam była tarzać się po ziemi, kiedy mama powiedziała „od dzisiaj dbamy o porządek”.
Wcale nie powinnam była spaść z krzesła na widok mojego brata opowiadającego z przejęciem, że wie, skąd się biorą dzieci.
Wcale nie powinnam była dostać czkawki po kasztanach. Owłosionych.
***
Wcale nie powinnam sobie dowcipkować na tym blogu. Przecież jestem poważnym człowiekiem

którego dopadła ciepła wiosna

21:37

10 komentarzy

Czasami nawet mi nie jest do smiechu.

Co to są Fazy Ol(g)owania? Ludzie znający to indywiduum na codzień wiedzą na ten temat nieco wiecej. Zwłaszcza, jeżeli spędzili z nim noc. (nie taką noc. INNĄ)
Fazy Ol(g)owania to momenty, kiedy Ola jest bardziej Olgą niż Olą i Olgą najbardziej. Jasne? Nie? Świetnie.
Faza Ol(g)owania, epizod I. noc.
Ola otwiera oko i rozgląda się czujnie. Ktoś tu jest. Triumfalnym ruchem bierze zamach i wali z całej siły, i po chwili nieco mniej triumfalnie ryczy z bólu jak ranny łoś. Ktosiem okazała się żaba, którą bardzo niehumanitarnie umieściła za wezgłowiem łóżka, miażdząc jej genitalia (czy pluszowe żaby maja genitalia?). Jak można pomylić żabę z Ktosiem? Cóż, lekarze nie znają odpowiedzi na to pytanie, badania w toku.


  • RSS