Wakacje rozpoczęły się z hukiem.
Huk był dźwiękiem, jaki rozległ się po uderzeniu obucha o moją głowę.
Z pomiędzy dzwonienia i dudnienia, nieśmiało wyłoniła się jasna, nienaturalnie trzeźwa myśl: O KURWA, ależ ja się opierdalałam w tym roku.
(zapomniałam dodać, ze myśl ta miała właściwą mi, delikatną i kobiecą formę.)
Fakt faktem-pierwszy raz nie zrobiłam absolutnie nic, co mogłoby dać mi chociaż namiastkę dumy i poczucia dobrze spełnionego obowiązku.
Za kilka dni wybywam do Irlandii polować na wróżki, straszyć banshee i zajebać krasnalowi garnek złota z końca tęczy.
Powrotu do formy i dłuższego tekstu można spodziewać się w sierpniu. Sorry. Chwilowo jestem w żałobie po swojej ambicji.

PS. Z religii otrzymałam ocenę dobrą. Jako ciekawostkę dodam fakt, że nie pojawiłam się na niej ani razu.