Ciągle czekam, aż ktoś wyskoczy z bukietem kwiatów z okrzykiem: Mamy cię!
Dzisiejszy dzień ogłaszam dniem świra.
Szkoła i inne nieprzyjemności
Kobieta od niemieckiego uroiła sobie że mnie n i e ma, i zaprowadziła za ucho do dyrektora. Za co, pytacie? No właśnie, za to że byłam. Z uporem maniaka twierdzi, że nie jestem w jej grupie (zastanawiający jest fakt, że nauczycielka drugiej grupy w życiu nie widziała mnie na oczy.)
Dyrektor, człowiek uroczy i wręcz słodki, patrzył łagodnie na z góry przegraną walkę bliskiej totalnego wkurwu dziewoi i potwora w obrusie.
No właśnie, czy można poważnie traktować kobietę, która ubiera się w obrus?
O aferze z językiem angielskim nie będę się rozpisywać, ale pragnę tylko powiedzieć że nie jestem żadnym łobuzem :<
Skończył się sok pomarańczowy.
Nie było jedynych słusznych pączków. Z adwokatem.
Zepsułam gramofon.
Wylałam bananową czekoladę na schodach. Nie mogło być inaczej.
Ferie zimowe
Nienawidzę Zakopanego. Nie wiem co można widzieć w tej nieustannie przelewającej się kupie ludzkich istnień, okutanej w czerwono-szare kurtki zimowe. Wszędzie te cuchnące oscypki, gwiżdżące świstaki, ciupagi, kożuchy, końskie odchody, brrr.
Na stoku grasujący reporterzy VIVA! Polska, prowadzący nowy program Randez-vous.
Reporterka: Może parę słów do kamery?
Ola (myśli): Umrzyj
Ola (mówi): Może budyń?
Reporterka (skonsternowana): Hahahaha, taaak, jaki powinien być twój chłopak? Może dzięki naszemu programowi znajdziesz mężczyznę swoich snów?
Ola: Mężczyzna moich snów NA PEWNO nie będzie oglądał Vivy.
Moje zdolności snowboardowe uległy pewnym zmianom.
Ale raz wyrżnęłam głową o lód, ouu bejb. W pierwszej chwili byłam pewna, że się zabiłam i ledwo zdążyłam się nacieszyć jakie to uczucie, a już dostrzegłam jak jakaś lasencja w szarej kiecy energicznie do mnie macha, uśmiechając się nieszczerze.
Panna Rzeczywistość.
Walentynki
Walętynki były.