Jest piątek, godzina 14:07, dziesięć minut temu podniosłam się z łóżka. Ominęła mnie wątpliwa przyjemność jazdy pociągiem na dworzec główny w Gdyni w przedziale śmierdzącycm starymi ludźmi, a następnie walczenia bohatersko ze snem na filmie Oliver Twist(ed).
Z n ó w mam oko jak jebany Quasimodo, tym razem nie za sprawą uderzenia rozhuśtanym pośladkiem, a za sprawą nieznaną.
Święta idą, śniegu nie ma, srak mi naptakał przez okno dachowe do pokoju. Życie jest śmieszne, naprawdę.
Od dłuższego czasu mam wrażenie, że wszystko wokół mnie jest absurdem, pracowicie zaprojektowanym przez jakiegoś maniaka.
z cyklu: zeszyt oli

złota myśl dnia
Chomiki nie służą do otrzymywania węgla.