-Hej Ola, jak tam wakacje?
-Przemijają, kurwa.
Ano tak. Ledwo przebrzmiał echem wzruszający (acha) koniec roku, a tu już, kutwa, 27 sierpnia.
Czy były udane? Hm. Pierwszy miesiąc spędziłam przed komputerem z krótkimi przerwami na opieprzanie brata i wszystkiego co się rusza, oraz pieciodniowym wyjazdem do babci, który zrył mi psyche. Jeszcze się trzęsę na wspomnienie gorączych dwunastek na poczcie, a przede wszystkim szefowej- dwanaście lat, piękny wiek, dziewoja po solarium, kolczyk w nosie, blond farbowany na czarny+odrosty, brokatowy pasek (hit sezonu!), obcisłe jasne dżinsy, do dziewczyn rzuca spojrzenie mówiące: JESTEM LEPSZA niczym z komiksu endo i belle, do facetów: JESTEM TWOJA, nic dziwnego że pedofilia się szerzy, nastoletnie zdzirki, małe cichodajki żujące gumę, do tego wszystkiego mali ziomale z napisem CHWDP na bluzie i ‚spierdalaj’ w oczach nienawiść; uff, rozpędziłam się. Babcia też najlepiej nie przeżyła mojej wizyty, miałam pójść do ogródka po koperek. Tylko skąd ja mam, do jasnej niewinnej, wiedzieć jak wygląda kwitnący koperek? Zerwałam jakieś podejrzanie pachnące zielsko i zaniosłam. Cóż, poczciwej babuni pękło parę naczynek krwionośnych na widok swych holenderskich sadzonek dzierżonych w dłoni przez retarded wnusię. Zaprawdę powiadam wam, pewnie długo tam nie zawitam. Są jeszcze sąsiadki (-dzień dobry -kto tam -sąsiadki -nie ma siatek. muahahah), które za każdym razem rzucają te same hasła: ola, mój boże, jak ty wyrosłaś, jaka ty już dorosła, masz chłopaka? -neeee, ja o szkole myślę (lmao) -no widzisz, a kształty to już masz dorosłej kobiety, tu biust, tu bioderka…
OGŁOSZENIE PARAFIALNE
Przysięgam, jeżeli jeszcze raz usłyszę coś na temat swoich kształtów, to odgryzę sobie lewą pierś. Wystarczy że z moim wiernym zią-em promujemy akcję Piękne kształty-kobiece kształty. z obowiązkowym przybiciem piąteczki.
Potem był rejs po Mazurach. Jeżeli myślicie, że widzieliście już wszystko, to się mylicie. Jeden z dialogów poobozowych: -ola? -hm? -ja w życiu tyle nie p -mhm, ja też nie.
w skrócie: port+kasa+zakupy+gawith apricot+dobra podpórka w postaci kolegi sponsora=wieczór na zawsze. O szczegółach, żeby nie gorszyć internautów, mogę pogadać ‚na żywca’ (ew. przy żywcu). Moje 16 urodziny (eeech, już nie jestem gorącą piętnastką tylko napaloną szesnastką. Jaaaa nie chcęęę, mam daleko posunięty kompleks piotrusia pana, nie chcę dorastać) miały miejsce w Giżycku i było… (na żywca).
Obóz był wybitnie żeński (sic.). Za to w przypadku pci brzydkiej postawiono w większości na jakość (hell yeah). Tak więc miałyśmy hrabiego senatora dozę Wolnego Miasta Pietropawłosk Kamczajski Wsiewoloda Jebediaha Wiaczesławowicza Kotienkoczkina (Pana Półwyspa-czyli po prostu Kamczatkę) opętanego miłością do biernika i nienawiścią do dopełniacza, Krakowskiego Jasia Masażystę-Sowę O Gumowych Kościach, Kochanego Pana Bułkarza Sponsora (wraz z całym szeregiem zasług…), Małego Harcerza Hobbita Igora Z Głosem Malajkata, Megaciotę Przemusia, naszego załoganta Filipa-Dzielnego Towarzysza Snu Na Jednym Łóżku & Posiadacza Świetnych Perfum (i fana Kultu), Młodszego Brata Maciusia -Namiętnego Piromana, i Naszego 26-letniego kapitana Bartka z rzekomo podwyższonym poziomem testosteronu, z którego to wyśmiewanie prawdziwie nas połączyło. Przekrój osobowości osób ze stolicy był naprawdę imponujący-od pojebów do takich, że można się było zakochać ^___^ Podczas dwudniowego pobytu na Kuli (‚sztorm’) spłodziliśmy dwuodcinkowe dziełko p.t. „Gotuj z Olą-Ola, po prostu gotuj” (moja słynna jajówa na pomidorach, awww), które to udostępnię na płytach wszystkim chętnym. Koniec obozu był przykry.

*chwila na otarcie łezki wzruszenia.*

Później był jeszcze Augustów i spływ kajakowy Biebrzą.
Prawo-lewo-zaliczamy brzeg.
Prawo-lewo-lewo-prawo-brzeg.
Prawo-lewo-zaliczamy krzaki.
Prawo-prawo-prawo-aaaaaaamagdaaa, kajak się przechyla!!!
Prawo-lewo-”radością są dla ucha morskie opowieści! heeej, haa, kolejkę nalej… o kurwa, skręcaj, skręcaj!!!-brzeg.
Wieczorne spacery po Augustowie zaowocowały ciekawą obserwacją zjawiska pt.: Atak ziomów, czy też Wieczór żywych ziomów. To był dobry czas dla naukowców.
Obozowa Warszawka visiting 3city=największy przekręt roku, na żywca również. Ajem weri sori.
I teraz jakiś dobry koniec by się przydał, hmmm…

Chryzantemy złociste w półlitrówce po czystej.

Wybaczcie mi, to powakacyjne zjebanie spowodowane tęsknotą za różnymi ‚rzeczami’. Stanowczo, ten wpis nie przejdzie do historii.

Etam, kto by chciał.

Ja?…