Gdybym za każdym razem, kiedy ktoś stawia mi takie pytanie, dostawała złotówkę, Paris Hilton i jej chłopak Paris mogliby mi skoczyć na pędzel.
Oczywiście, występuje ono w różnych formach. Czy nie powinnam schudnąć/czy nie sądzisz, że przytyłam? Czy też: mój Boże, moje uda są jak sekwoje/moje łydki przypominają balerony/mam brzuch jak dziecko afrykańskie/mój tyłek jest wielkości Brazylii! Ciekawe zjawisko, ta obsesja na punkcie wagi. Nasila się zwłaszcza latem. Bywa słuszna, jednak nadzwyczaj często wygląda to tak: „wiem, że jestem szczupła i piękna, ale nie zaszkodzi, jak mi o tym przypomnisz. JAKA JA JESTEM GRUBA I BRZYDKA!”-i tu powinno nastąpić gorące zaprzeczenie podparte licznymi przykładami z życia wziętymi („chłopcy zawsze patrzą tylko na ciebie, naprawdę!”). Osoby takie kierują się palącą potrzebą czyjegokolwiek zainteresowania.
Równie ciekawą sytuacją jest rzekome podwyższanie samooceny nieatrakcyjnych koleżanek:’ „wiem że jestem szczupła i zgrabna, ale udaję zakompleksioną i wmawiam tobie, grubej, że to ja jestem ohydna, wieeem, że mi zazdrościsz, ale robię żeby w jakiś perwersyjny sposób poczuć się lepiej, bo ty czujesz się lepiej, ale tak naprawdę wiem, że ty wiesz, że mówię to tylko dla twojego komfortu i tylko ja czuję sie dobrze, aj waj”.
Jest to mało zajebongo.
Powinnam pisać jakąś psychodeliczną, megazabawną notkę, ale kurwa, nie mogę. Spędziwszy kilka lat między takimi właśnie osobami,opracowałam hiperszprytniacki plan. Kiedy dzioucha mająca niedowagę na oko 10-12 kg przeciąga się (wypinając wszystkie żebra i niewidzialny brzuch) i mówi „jeeezu, ale jestem gruba”, nie należy zaprzeczać. Najlepsze, co można w tej sytuacji zrobić to smutno pokiwać głową. Nie wpędzi jej to w anoreksję;raczej zacznie zastanawiać się, czy przypadkiem jej nie przejrzeliśmy.

Kącik humoru inteligentnego

Parę dni temu szukałam spódnicy. Nigdzie żadnych nie było. W akcie desperacji weszłam do Orsaya. Przekroczenie przeze mnie progu tego różowego raju kiczu i jasnodżinsowego obłędu spotkało się z niezbyt przyjemnych spojrzeniem ekspedientki. Udałam, że go nie widzę, złapałam pierwszą rzecz z brzegu (jasnodżinsowa mini, o zgrozo) w rozmiarze L i udałam się do przymierzalni. [Która, nawiasem mówiąc, ma oszałamiającą powierzchnię-1x1 m]. Rzeczony ciuch oczywiście, był za mały, i zaciął się w nim zamek. Szamocząc się niezwykle dyskretnie, aby broń Boże, nie zafalować zbyt widocznie wściekle różową firmową zasłonką, usłyszałam dramatyczny krzyk z kabiny obok
-Proszę pani!! Czemu ta XS-ka jest taka duża! Spada mi z bioder!
*Jakich bioder*- wymamrotałam, i wpadłam nagle na genialny pomysł żeby przeciągnąć spódnicę górą. Jak to zwykle bywa z moimi genialnymi pomysłami, nie było o tym mowy (przyczyny niezależne). Kiedy w końcu, czerwona, zdyszana i spocona, zdjęłam urocze wdzianko, moim przekrwionym oczom ukazał się jebitny (różowy, a jakże) napis:
OBIEKT MONITOROWANY.
*Ale muszą mieć, kurwa, ubaw.*
I zaczęłam ryczeć ze śmiechu.

Ding-dong, nie ma bonusa.
Dostałam się do wymarzonego liceum (kyaaa), i mam w klasie 26 dziewczyn. Biorąc pod uwagę moje zdolności dogadywania się z własną płcią, jestem gorzej udupiona niż gejfan Lechii Gdańsk w szaliku swojego klubu na moim osiedlu po dobranocce. Siedząc z jedynym w swoim rodzaju ziomem, który ponoć jest kobietą, w hawajskim pubie na plaży i patrząc na półgołe lachony ze stringami pod pachami gnące się w tańcu przed sponsorami (*joł*) odkryłam, jaka przepaść się między nami rozciąga. Nie udało mi się ustalić, czy ta przepaść jest na moją korzyść, bo po trzech godzinach słuchania ubogiego techna i wykonywania głową ruchu robaczkowego mój rzekomo giętki umysł ograniczył się wyłącznie do trzymania równowagi przy wychodzeniu.
Mam szczerą i głęboką nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała przebywać w towarzystwie niewiast, które potrafią rozmawiać 24/7 o swoich przewodach pokarmowych i metodach na rzyganie.
Podsumowując
-posłużę się tu moją własną parafrazą dwóch *och, ach* uroczych powiedzeń, jedno z nich jest autorstwa Aloszy Awdiejewa, a autora drugiego mam szczerze mówiąc gdzieś-

Chudnijcie dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny.
Ale pamiętajcie, że chuda krowa to jeszcze nie sarenka.

Amen.