Dlaczego? Bo podczas burzy wystawiam głowę za okno i moknę, przy czym mam na twarzy banana smile, a w oczach szaleństwo Jacka Nicholsona w „The Shining” i tęsknotę za rozumem. Scena z burzy, piętnaście minut przed wystawieniem łba na deszcz:
Ola: Ale leje, nie?
Olga: No ba.
Halucynka: Wpizdu.
Tata: Fakt. Zamknęłaś okno na górze, prawda?
Ola: Oczywiście, tatusiu. (po czym ruchem posuwisto-zamaszystym znika w czeluściach domu, by poza zasięgiem wzroku rodziciela osiągnąć predkosc jednego macha)
Olga: No ba. (wychodzi)
Halucynka: O kurwa! (pędnazłamaniekarku)
Rozszczepienie moich osobowości i ogólne zgłupienie być może jest spowodowane coporannym rozpoczynaniem dnia od uderzenia głową o sufit przy podnoszeniu się z łóżka (to podobno bardzo niebezpieczne, czytałam w jakiejś mądrej książce.bodajże w „kipiącym mózgu”) i picia z uporem maniaka mrożonej kawy zalanej wrzątkiem i zabielonej zabielaczem uwagakryptoreklama Cremona. Poza tym, upuszczam łezkę przy wiekowych -jak to mawia mniejsza połowa mózgu-
słodko-pierdzących piosenkach. I chce mi się stepować w trampkach do piosenki „Banana Phone”.
Brakuje jeszcze tylko dwugłowych lesbijek z Hongkongu i Myszki Miki po extasy.