dark-one-girl blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Poczet forever!

6 komentarzy

Ach! Jakże miło! Jako że dziś mamy pięćdziesięciolecie naszej
pięknej Ru(mu)nii, jacyś frajerzy musieli iść ze sztandarem. Zgadnijcie, na kogo padło. Squad: ja, Szara i Macek. Zwolnieni z dwóch ostatnich lekcji (w tym z informatyki, na której katujemy Accessa-alleluja!). Oczywiście, przy przebieraniu udało mi się podziurawić rajstopy, więc z obłędem w oczach, na obcasach i w
spódnicy podjeżdżającej pod brodę przy każdym kroku poleciałam do SAM-u po nowe. Dzika kotłowanina w kibelku (ubieraliście się kiedyś w kabinie metr na metr??), którą jeszcze podgrzewała Szara („Oooolka! Szyyyybkoooo!”:) i jedziemy z Kasprzykami. „Spokojnie, to będzie mała, kameralna impreza, skończy się najpóźniej o szesnastej”. Uhy, a tu mi traktor jedzie. Dojeżdżamy na róg Derdowskiego i Wybickiego, i cóż widzimy? Dziesięciu fotografów, trzech menów z kamerą, panią burmistrz, no i rzecz jasna jakąś dwusetkę gapiów dookoła+ci w oknach. Zimno, wieje, jakiś facet się do mnie/ze mnie śmieje[wow. ale zajebiście rymuję. chyba zostanę hiphopowcem.]. Sterczymy jak te ćwoki i słuchamy fascynujących przemówień dotyczących patronów ulic na skrzyżowaniu których stoimy. Z letargu budzimy się dopiero, gdy burmistrz zaczyna gadać coś o „akcie erekcyjnym”. Lol. Później widzimy gościa z dwoma białymi gołębiami, które ma wypuścić gdy odsłonią pomnik (ja nie pokazuję palcem kto tu się za dużo amerykańskich filmów na oglądał.) Zaczynamy marzyć, jakby było fajnie, gdyby kogoś zbombardował :P Niestety, nic z tego. Teraz bonus dla wytrwałych-jedziemy na mszę do kościoła św. Krzyża! Wooow! Jak już weszliśmy to wycyckałam jakieś dzieci z miejsc siedzących bo były tylko cztery („wiecie co, maluszki? Wy jesteści tacy malutcy… idźcie na przód, żeby było was lepiej widać”:) Lol. Ciągnie się i ciągnie… Nawet nie moge normalnie ziewnąc tylko w ten elegancki sposób (taaa, on jest zajebiście elegancki. Gęba mi się rozciąga jakbym wpadała w czarną dziurę-tak jak w z Archiwum X), dyrka siedzi naprzeciwko mnie. Jedyne, co im się naprawdę udało to chóry. Oczywiście, nie mogło się obejśc bez jakiegoś wypadku;wszyscy w ławkach uklękli, ja lukam na Szarą-ona tez klęka, to co będę stać. Uch, dopiero po siedmiu sekundach zauważyłam że wszyscy patrzą na nas jak na niedorozwinięte przykurcze, więc się zerwałysmy :P Po fuckcie dowiedziałam się, że poczet nigdy nie klęka :] W sumie byłam w domu około 17, i tylko zdązyłam włączyć telefon- sms od Filipa („podobno dałyście LEKKĄ plamę”).
No i luzik.
NIGDY więcej nie poświęcę się dla szkoły.

lol.

7 komentarzy

Ach, więc tak… nadszedł wkońcu ten błogosławiony dzień… [ten, w który wiele osób po miesiącu przestało wierzyć :]
Małe streszczenie.
Podsumowanie obozu żeglarskiego: *_____________* faaajnie było.
Szkoła: _-_ no comments
Sytuacja rodzinna: O_o starsi w Meksyku na zjeździe prawników, sami w domu [bez Kevina] ale za to z ciotką Tośką. Czy jest w porządku? Cóż, wiele mówi sam fakt, że siedzę właśnie w domu zamiast na lekcji matematyki ;]
A ogólnie to mam fajny humor, no i przyjeżdża na weekend za 18 dni. A dzisiaj jest wywiadówka i nikt ode mnie nie poszedł… Wcale sie nie chwalę. Nie, wcale was złośliwie nie dołuję. Tak tylko mówię ;]


  • RSS